Zdominowali środek, wygrali na skrzydłach. Co mówią liczby po zwycięstwie Śląska nad Ruchem Chorzów?

06.08.2025 (16:00) | Adam Paliszek-Saładyga | skomentuj (0)

Po dwóch rozczarowujących spotkaniach, Śląsk Wrocław w końcu odniósł zwycięstwo. W wygranym 3:1 (3:1) starciu z Ruchem Chorzów w 3. kolejce I ligi zobaczyliśmy bardziej agresywny, skuteczny i kreatywny zespół. Co o tym zwycięstwie mówią liczby?

ORTIZ VS SZARABURA – DWIE RÓŻNE WIZJE SKRZYDŁOWEGO

Arnau Ortiz był piłkarzem efektownym, Jehor Szarabura – efektywnym. Różnica między nimi wybrzmiała w pełni w starciu z Ruchem. I choć obaj mieli swoje momenty, to właśnie Szarabura okazał się zawodnikiem, który naprawdę zrobił różnicę.

Ukrainiec już w 2. minucie spotkania trafił do siatki, co ustawiło mecz. Ale nie tylko gol robił wrażenie. Jego dośrodkowanie do Piotra Samca-Talara, które mogło zakończyć się bramką, miało xG na poziomie 0,52. To była idealna piłka – Samiec-Talar powinien był ją zamienić na gola. Asysty w statystykach nie ma, ale wkład Szarabury był niepodważalny.

Liczby mówią same za siebie: 76% celności podań (16/21), jedno kluczowe podanie, jedno udane dośrodkowanie. Dryblingów niewiele – tylko jeden, ale skuteczny. W pojedynkach już gorzej – tylko 2 wygrane na 10. To element, który zdecydowanie musi poprawić. Mimo to Szarabura dał drużynie jakość, zdobył bramkę i stworzył zagrożenie.

Ortiz? Na pierwszy rzut oka – całkiem nieźle. W ciągu zaledwie 30 minut:

  • 8 wygranych pojedynków na 12
  • 6 udanych dryblingów na 7 prób.

Tyle że… nie wykreował żadnej sytuacji dla kolegów. Zero kluczowych podań, brak współpracy z napastnikami. Efekt? Żadnego wsparcia dla Warchoła. Ortiz zagrał bardziej dla siebie niż dla zespołu. I niestety – nie po raz pierwszy.



DOMINACJA ŚLĄSKA W ŚRODKU POLA

W środku pola nie było żadnych wątpliwości. Patryk Sokołowski, Besar Halimi i Jakub Jezierski zdominowali ten sektor boiska, zostawiając Mateusza Szwocha, Mohameda Mezghraniego i Denisa Venturę w cieniu.

Sokołowski był wszędzie: 38 celnych podań na 48, dwa udane dryblingi, cztery wygrane pojedynki i dwie skuteczne główki. Dorzucił także cztery akcje defensywne, a jeden z jego strzałów, choć niecelny, mógł zaskoczyć bramkarza.

Halimi? Jakość w czystej postaci. Jego asysta była kapitalna. 27 celnych podań, trzy kluczowe, a współczynnik xA, czyli szacunkowa wartość podań prowadzących do strzałów, które mogły zakończyć się golem, wyniósł aż 0,44. Wygrał 7 z 13 pojedynków, był faulowany aż czterokrotnie. Do tego dwa skuteczne dryblingi i dwie interwencje w defensywie. Zawsze znajdował się tam, gdzie był potrzebny.

Występ Jezierskiego? Prawdziwy rollercoaster. 19 celnych podań na 23, niezły strzał z dystansu, bramkarz musiał interweniować. Ale… w pojedynkach było słabo: tylko 3 wygrane na 12, bez żadnej akcji defensywnej. Największy błąd? Poślizg przy golu Ventury, kiedy pozwolił Piotrowi Ceglarzowi na swobodne dośrodkowanie.

A środek Ruchu? Szwoch zaliczył 34 celne podania na 42, ale nie stworzył żadnego zagrożenia. Zero kluczowych zagrań, zero dośrodkowań, 4 wygrane pojedynki na 11. Mezghrani? 18 celnych podań, tylko 2 zwycięskie pojedynki na 9. Ventura strzelił gola, poza tym tylko 70% celności podań i 0/5 celnych długich zagrań. W ofensywie byli niemal niewidoczni, w defensywie, słabi. Jedynym, który próbował ratować sytuację, był Ventura – w destrukcji zanotował 5 interwencji.



BANASZAK - KRÓL SKUTECZNOŚCI

Przemysław Banaszak pokazał, że nie potrzebował wielu okazji, by wpisać się na listę strzelców. Dwa strzały. Dwie bramki. I to nie byle jakie.

Pierwszy gol to świetne uderzenie z pierwszej piłki po podaniu klatką piersiową od Llinaresa. Drugi? Klasa światowa. Strzał z trudnej pozycji, przy xG zaledwie 0,07. To był typowy strzał, który zazwyczaj przelatuje obok bramki, on zamienił go w gola.

Statystyki Banaszaka:

  • 1 skuteczny drybling
  • 8 podań, z czego 7 celnych
  • 2 wygrane pojedynki na 10 w powietrzu

Trzeba dodać, że podania z głębi pola, od Szromnika czy obrońców, nie ułatwiały mu zadania. Często miał już rywala na plecach.

A jednak, jeśli napastnika oceniamy po tym, czy zdobywa bramki, to był to występ idealny. Najlepszy mecz Banaszaka w barwach Śląska.



DLACZEGO WYGRALIŚMY? BO OBRONA TEŻ ZROBIŁA SWOJE

W ataku – skuteczność. W środku pola – dominacja. Ale defensywa? Również zrobiła swoje.

Mariusz Malec był liderem. Zaliczył aż 12 defensywnych akcji, świetnie się ustawiał. Czyścił wszystko, co tylko się dało. Marc Llinares był kolejnym bohaterem. 9 interwencji, 8 wygranych pojedynków z 13, do tego dwa dośrodkowania, oba celne. Grał po stronie, gdzie operował Kończkowski i kompletnie go zdominował. Serafin Szota może nie imponował liczbami, ale był doskonale zsynchronizowany z Malcem. Jego ustawienie, przewidywanie i komunikacja były bez zarzutu.

Po drugiej stronie – dramat. Konczkowski, były zawodnik Śląska, zagrał katastrofalnie. Tylko jedna interwencja, 3 wygrane pojedynki z 9. Do tego jego błąd przy dośrodkowaniu Szarabury mógł zakończyć się kolejnym golem już w pierwszej połowie. Przemysław Szymiński? Jeszcze gorzej. Tylko 3 interwencje, zaledwie 1 wygrany pojedynek z 7. Przy ofensywie Śląska wyglądał na całkowicie zagubionego. A Jakub Bielecki? Fatalny mecz. Nie zanotował żadnej spektakularnej interwencji, tylko 3 celne długie piłki na 11 prób, jedno dramatyczne wyjście z bramki. Gdyby Śląsk był odrobinę skuteczniejszy, Bielecki miałby na koncie znacznie więcej straconych bramek.